Pamiętacie to uczucie , tą całą otoczkę, atmosferę związaną z wyjazdami na wycieczki szkolne?
Bo ja doskonale...
Noc poprzedzająca taki wyjazd była oczywiście mega niespokojna, martwiłam się, że zaśpię, że nie usłyszę budzika...
A kiedy udało mi się już zasnąć sniło mi się oczywiście najgorsze, że zapomnieli mnie wziąć, że autobus się zepsuł czy, że nie miałam biletu...
Tak było kiedyś....
Na długo to uczucie zniknęło z mojego życia....czasy szkolnych wyjazdów już dawno za mną...
Za sprawą Jana i jego dzisiejszej wycieczki przedszkolnej do parku rozrywki, miałam okazję przeżyć to uczucie jeszcze raz, jeszcze raz poczuć stres związany z wyjazdem.... Budzić się w nocy i zerkać na zegarek...
I chociaż teraz od innej strony, to w sercu i w duszy to samo uczucie...
Uczucie ekscytacji, ale też niepewności i strachu...
Przygotowania do tej jednodniowej wycieczki trwały już od tygodnia
Zastanawiałam się co Elfowi do plecaka spakować.
I wiecie co spakowałam oprócz przekąsek i picia?
Wszystkie możliwe numery telefonów, za pomocą których można się ze mną skontaktować!!
I jestem odrobinę spokojniejsza!
A następnym razem jadę po prostu z nimi :)
Zabrzmi to conajmniej śmiesznie, ale marzę o dużej rodzinie już od 15stego roku życia...
Kiedy jeszcze sama bylam dzieckiem, pózniej juz nastolatką opiekowałam się dziećmi sąsiadów...
Mimo, że jak wspomniałam powyżej, sama byłam jeszcze dzieckiem, łączyła mnie z tymi dziećmi wyjatkowa więź!
Niegdy nie miałam młodszego rodzeństwa, więc nie potrafię tej więzi nazwać, ale to było coś chyba na tym pograniczu, albo i nawet ciut więcej...
E. i M. byli dla mnie wyjątkowo ważni...
Przy nich nauczylam się odpowiedzialności, miłości i poczułam pierwsze objawy instynktu macierzyńskiego..
Poważnie!
Pokochałam spędzać z nimi wolny czas...
Wtedy kiedy moi rówieśnicy uprawiali sport czy uczęszczali na jakieś inne kółka zainteresowań ja wolałam spędzić ten czas z E. i z M. np.spacerując...
Czerpałam z tego dużo przyjemności!
Ich przeprowadzkę do innego miasta bardzo przeżyłam... Nikt mnie nie rozumiał...
Miałam wtedy 14 lat! Tęskniłam....Do dziś tęsknię....
Od tamtego właśnie momentu marzę o dużej rodzinie, o domu pełnym dzieci...
I choć czasami Jan na narwy mi działa, chociaż czasami mam ochotę uciec, czasami krzyczeć z nerwów i bezradności, to wiem, że chcę mieć jeszczę przynajmniej z dwójkę dzieci.... wiem, że dzieci to moja droga do szczęścia...czasami kręta, bolesna, ale bezwzględnie - najcudowniejsza!!!
© Co Janek zrobił? . Powered by Blogger and Manifest. Converted by Graphicon.pl