Syndrom wicia gniazda

Jak nic właczył mi się syndrom wicia gniazda!

I nawet nie chodzi o to, że mogłabym wydawać teraz miliony, kupować tonami zarówno dla Julka, Jana jak i dla siebie, ale wzięło mnie też na zmiany...

Mam ochotę ściany przemalowywać, meble przestawiać, stukać, wiercić...
I choć lubię swój dom, lubię jego klimat, meble, to nosi mnie...

Nosi żeby coś jednak zmienić!

Porobiłam już porządki w szafach, posegregowałam pościele, ręczniki.
Powyrzucałam połowę zbędnych rzeczy, pozbyłam się bibelotów, pokupowałam kilka nowych dekoracji...

Przejrzałam nawet już ciuszki po Janie i  przygotowałam je dla Juliana... (I choć do porodu jeszcze trochę czasu, to one już poprane i poprasowane czekają... )

Ale to nie wystarcza...to zaspakaja "głód" tylko na jakiś czas!

Mam ochotę ciągle na więcej, więcej i jeszcze więcej...

Poprzestawiałam więc wczoraj meble w salonie...Zmieniłam zasłonki, pomyłam okna...

Ale dzić znowu czegoś mi się chce...

Mam wrażenie, że mogłabym teraz świat zdobywać, góry przenosić, o ojczyznę walczyć...tyle we mnie mocy!!


I co tu dalej począć....? skoro gniazdo już uwite jest, a ptaczysko dalej niezaspokojone...







25 tydzień ciąży

25 tydzień ciąży przeszedł do historii..

Za nami drugie badanie prenatalne oraz picie obrzydliwej glukozy...
Nie lubię tego badania, bo nie dość, że trzeba iść na nie  na czczo, co będąc w ciąży jest już mega wyzwaniem, to trzeba wypić butlę tego świństwa i na dodatek spędzić u lekarza ponad dwie godziny!
Dwie godziny w poczekalni...Horror!

Ale to już za nami...Przed nami już tylko rosnący brzuch, puchnące nogi i palce oraz kilka przyjemnych spotkań z synkiem dzięki comięsięczym usg!(na przykład dzisiaj) No i poród - rzecz jasna, ale o tym jeszcze nie myśle...Chociaż do tematu za jakieś 4 tyg.będę musiała poważnie podejść, bo do szpitala trzeba się zameldować...

Drugi trymestr zdecydowanie mi służy! Czuję się świetnie, mam w sobie dużo zapału i energii! Do kwietnia mam przerwę semestralną na studiach, więc ogarniam dom, gotuję, piekę i ...wydaję "fortunę", bo włączył mi się akurat syndrom "wicia gniazda"( ale o tym innym razem).

Brzuszkowy chłopczyk, a brat Jana otrzymał już imię - Julian!
Jan i Julian!
Pasuje, co?
Moje jotki!
Jeszcze jeden mężczyzna mojego życia ma imię na J , więc tym bardziej łatwiej było mi wybrać imię dla maleństwa. W grę wchodził jeszcze Juliusz, ale nic straconego - to imię wykorzystamy w przysyłości;)

Jak na razie nie przytyłam zbyt wiele i na dzień dzisiejszy ważę 56 kg. W zasadzie ciąża ta nie różni się zbyt wiele od tej pierwszej- Jaśkowej. Tak samo się czuję, tak samo tyję i prawie tak samo wyglądam ( tylko niestety jestem 4 lata starsza ;( )


Pięknego, słonecznego dnia!
Ol(g)a

Wyidealizowany świat Instagramu

Wchodzę na tę aplikację od jakiegoś czasu dość regularnie... Tydzień mam szał - wstawiam zdjęcia, podglądam innych... Póżniej na kolejny tydzień  się obrażam, buntuję.... Buntuję przeciw idealnemu światu...
Bo przecież wiem, że rzeczywistość wygląda inaczej, że ludzie walczą o każdy grosz, że cisną się w czwórkę w kawalerce, bo na większe mieszkanie ich nie stać, że odmawiają sobie przyjemności aby dziecko posłać do szkoły muzycznej...walczą o lepszą przyszłość, a czasem nawet o życie...

Znam też ludzi, którzy mają dużo, którzy nie muszą liczyć...Tacy, którzy mają wielkie, piękne domy, a pod nimi przynajmniej dwa wysokiej klasy auta...kórzy są w stanie spełnić każdą zachciankę swojego dziecka... Ale ich znam o wiele mniej!

Najwięcej znam tak zwanych "średniaków", Stać ich na spłacanie kredytu za dom lub mieszkanie, mogą pozwolić sobie na urlop, mogą posłać dziecko na dodatkowe zajęcia, żyć rozsądnie....

A na instagramie tymczasem życie toczy się  niczym złota kula po czerwonym dywanie...
Wszyscy są przeszczęśliwi i przepiękni! Wszyscy to ta klasa wysoka, z  porsche pod  wielką chatą... A przynajmniej wszyscy na takich tam wyglądają...albo na takich się kreują...

Tam każdy ma cudne, wystylizowane dziecko.
Obowiązkowo w Hunterach, plecakiem Kanken i na hulajnodze maxi micro!
Każdy ma  wielki, stylowo urządzony dom! Biała kuchnia, ciemna łazienka, styl skandynawski albo glamour!
Mamuśki odwalone, wymalowane i z modna fryzurą! Kors to już norma...
Do zrobienia makijażu używają naturalnie tylko kosmetyków Chanel!
Wszyscy mają mnóstwo czasu, wszyscy uprawiają sport, wszyscy jedzą sushi i muszle....
W komentarzach przepychanka i przechwalanka typu "też mam tę torebkę" albo "moja właśnie w drodze" ...

Aż czasami rzygać się chce od tego piękna graniczącego z idelizmem...Od tego świata, który jest jedynie małym ułamkiem rzeczywistości! Od świata, który nie istnieje...

Rzygać się chce patrząc na próżność ludzi....na ich megalomanie!

A najbardzij to rzygać się chce z własnej głupoty i z tego, że człowiek sam się w to gówno daje wciągnąć...